| Barwniej... Wspomnienia wolontariuszy z Mołdowy |
|
Przewrotnie: dwa tygodnie w mołdawskim szpitalu to były piękne dwa tygodnie, mądre i niezwykle pouczające. Żadne z nas nie zamieniłoby ich na nic innego. Spotkało nas tyle nowego, każdy kolejny dzień przeżywaliśmy razem z małymi i wielkimi bohaterami – pacjentami kiszyniowskiego szpitala. Każdy dzień był inny i my też byliśmy każdego dnia inni – dzieci najbardziej lubowały się w malowaniu naszych twarzy w różne najdziwniejsze wzory – zaczęło się niewinnie od tygrysków i biedronek, a skończyło na zombie, piratach i Spidermanie. Inga to taki słodki Aniołek, uwielbia rysować. Walia – cicha woda, piękna. Marilena – rezolutna pięciolatka, zarządzała ciastoliną i ogrywała nas w puzzle. Kristian – kochany Łobuz, obrotny szalenie. I Sienia – nasz mały przyjaciel, kochany i mądry, niezwykły w ten sposób, który można zrozumieć tylko, gdy się Go pozna. Czego nas nauczyły? Na pożegnanie Sienia powiedział, że za rok mają znów przysłać nas, a jak nie będą chcieli, to mamy powiedzieć, że on tak chce i już. A my? A my chyba lubimy spełniać zachcianki naszego Sienii… :]
|
| Wpisany przez Magdalena Czekała |
| czwartek, 10 września 2009 18:06 |







Mołdawski projekt dobiegł końca – szczęśliwie wróciliśmy do naszych domów, mocno doceniając naszą Polskę kochaną i z głębokim postanowieniem nie narzekania na polskie drogi (bo w porównaniu do ukraińskich to poruszamy się wyłącznie po nowoczesnych autostradach!). Podsumowując, dajemy projektowi 10 na 10.
Stworzyliśmy też ciastolinowe Zoo z osobnymi zagrodami dla każdego zwierzątka, wymalowaliśmy sobie swoje własne wzory na koszulkach. I najbardziej kolorowe slajdy na świecie – nasza wyobraźnia nie miała granic, bawiliśmy się cudownie wpasowując się w jej jakże elastyczne ramy na fotografiach. Pozostały zdjęcia, które poruszają jakąś dziwną strunę w naszych sercach, wywołując lekkie ukłucie tęsknoty za naszymi Dzieciakami i ciekawość co też u nich słychać.
Czerpania radości z grania w domino, wygłupów przy twisterze i rzucania balonami. Takiej radości pomimo wszystko, mimo groźnych spojrzeń pań pielęgniarek, bo zbyt głośny śmiech nie jest mile widziany. I jeszcze wpasowywania się w pewne ramy, jednocześnie mocno za nie wychodząc – cenna lekcja.
