| Dzień z życia wolontariusza - Gwiazdka na oddziale |
|
Dni było wiele, które bym chciał opisać w pracy ze swoimi podopiecznymi, ale witryny gajuszowej by zabrakło, tak dużo było tych wspaniałych chwil. Tak naprawdę zachodzę w głowę co opisać, tyle było radości, tyle więzi ciepłych z różnymi ludźmi, tyle uśmiechów, że tekstem nie jestem fizycznie tego w stanie przekazać, ale nie móc nie znaczy nie spróbować :) Zaczęło się od rozdawania prezentów i muszę powiedzieć, że magiczna energia radości tych świat sama mnie poniosła, bez stresu, dzieciaki dostawały prezenty, a my z Pudzianem dźwigaliśmy podarunki i poszło świetnie. Uśmiechy dzieci były największą nagrodą dla nas wolontariuszy. Każdy został obdarowany i był szczęśliwy. Po imprezie ogólnej ruszyliśmy z prezentami po boksach szpitalnych, na oddziale szóstym. Dzieci z kilku pokoi nie były w stanie uczestniczyć w świętach, dla nich było największe serce, mimo pobytu u tych dzieciaków przez krótka chwilkę starałem się by radość szła ode mnie do nich strumieniami, choć wiem że ich to nie uleczy i nie zmniejszy ich cierpienia ale mimo tego każdy uśmiech ma sens. Po rajdzie na szóstce udaliśmy się na oddział siódmy gdzie są najmniejsze maluchy. Powiem, ze tu gwiazda radości świeciła najmocniej :) Mówi się, że najmniejsze dzieci mało rozumieją, ale jak wchodzi św. Mikołaj to wiadomo co jest grane :) Wszystkie małe buźki uśmiechnięte. Staraliśmy się oprócz prezentów zostawić rodzicom pociech milion życzeń zdrowia, zdrowia i po stokroć zdrowia. Zawsze impreza na oddziale ładuje mi pozytywny akumulator, tam są prawdziwe emocje, żadnych ściem. Jeśli radość to z serca płynąca, jeśli szukamy prawdziwego ducha Bożego Narodzenia to tylko w szpitalu na Spornej można odnaleźć miłość do ludzi i szczęście, bo może choć na chwile, ulotne ale jakże ważne dla tych fantastycznych dzieciaków. |
| Wpisany przez Mariusz Patora |
| poniedziałek, 03 sierpnia 2009 00:00 |








