|
Nowy przedmiot - dziecięcą medycynę paliatywną - wprowadza Uniwersytet Medyczny w Łodzi. Do tej pory polscy lekarze nie uczyli się podczas studiów, jak pomagać dzieciom nieuleczalnie chorym
Jak nieść ulgę w cierpieniu nieuleczalnie chorym? Tym problemem zajmuje się osobna dziedzina nauki - medycyna paliatywna. Większość lekarzy, odbierając dyplom uczelni, nie wie jednak o niej za dużo. - Jest kilka godzin zajęć na szóstym roku. Wykładowcy mówią o problemach ludzi w podeszłym wieku, z nowotworami - opowiada dr Łukasz Przysło z Domowego Hospicjum dla Dzieci Ziemi Łódzkiej prowadzonego przez fundację Gajusz. - O dzieciach ani słowa. Później wielu z nas trafia na takiego pacjenta. I lekarze, nie tylko młodzi, tracą głowę.
Bo nie dość, że sama rozmowa z rodziną umierającego dziecka to duFża sztuka, to jeszcze dziecięca medycyna paliatywna zajmuje się zupełnie innymi problemami niż u dorosłych. Co roku opieki paliatywnej potrzebuje kilkaset dzieci w całej Polsce. - Dzieci dużo rzadziej niż dorośli chorują na nowotwory. Ale mają ciężkie wady serca, schorzenia neurologiczne, choroby genetyczne czy metaboliczne - mówi prof. Krystyna de Walden-Gałuszko, prezes Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego.
Lekarze z łódzkiego hospicjum z Kliniką Pediatrii, Onkologii, Hematologii i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego powołali Pracownię Pediatrycznej Opieki Paliatywnej.
- Chcemy przygotować podręczniki i artykuły naukowe o opiece paliatywnej nad dziećmi i poprowadzić zajęcia ze studentami - mówi prof. Wojciech Młynarski, szef kliniki opiekującej się pracownią. I choć uczelnia zaciska pasa i zmniejsza liczbę zajęć dla studentów, postawił na swoim. - Zdobyliśmy pieniądze z funduszy norweskich - mówi. - Mamy 700 tys. zł. Wystarczy, żeby przez dwa lata uczyć studentów nowego przedmiotu.
Podręczniki do nowego przedmiotu studenci dostaną za darmo. Nie zabraknie też na honoraria dla lekarzy, którzy poprowadzą zajęcia. Od października będą je mieli studenci szóstego roku medycyny i studiów pielęgniarskich.
Jak będzie wyglądała nauka dziecięcej medycyny paliatywnej? Prof. Młynarski, który przygotowuje program, zapowiada kilkanaście godzin wykładów, ćwiczeń i warsztatów. Oprócz kilku godzin teorii przyszli lekarze i pielęgniarki staną przy łóżku nieuleczalnie chorego dziecka, by poznać specyfikę opieki nad nim. A podczas zajęć warsztatowych studenci będą wcielali się w rolę lekarza, który musi rozmawiać z pacjentem albo jego rodziną. Na razie egzaminów nie będzie.
- Cenna inicjatywa, bo takiej nauki nigdy nie jest za dużo - komentuje ks. Jan Kaczkowski, dyrektor hospicjum w Pucku.
Tisa Żawrocka, szefowa Gajusza: - Liczę na to, że te zajęcia dużo zmienią. Przede wszystkim przełamią stereotyp, że praca w hospicjum dziecięcym nie może dać satysfakcji. Jeśli to się uda, nie będziemy już mieli problemów ze znalezieniem chętnych do pracy z dziećmi.
|