|
Strona 1 z 14
Pan profesor umiał rozmawiać z rodzicami. - Żebyście potem nie żałowali, że nie zrobiliście wszystkiego, co można - ostrzegał. Więc rodzice płacili, by kupić choć cień szansy, że śmierć ominie ich dziecko. A szansy nie było
W centrum onkologii dziecięcej w Łodzi wybucha awantura. Krzyki słychać w całym budynku. Do pokoju psycholog Agnieszki Grodzickiej wbiega pielęgniarka.
- Niech pani coś zrobi! Bo wezwiemy dyrektora - krzyczy.
W jednym ze szpitalnych boksów leży nowy pacjent, 15-letni Krystian. Pali w łóżku papierosa, a dwie pielęgniarki próbują mu go wyrwać.
- Świnie! Świnie! - wyzywa i boksuje powietrze wolną ręką, trzymając napastników na dystans.
Kilka dni wcześniej lekarze po raz pierwszy otworzyli mu czaszkę i wycięli guza mózgu. Teraz podłączyli go do pompy, która wtłacza chemię do krwi. Pielęgniarki przyrzekły, że raz dziennie odłączą go na kilka minut, żeby mógł wyjść na papierosa. I nie dotrzymały słowa.
Agnieszka Grodzicka bierze je na bok. - Taki gówniarz nie powinien palić. Ale pierwsza w życiu chemioterapia to nie najlepszy moment na rzucanie nałogu - przekonuje.
Kilka minut później wychodzi z Krystianem na taras. Zaciąga się papierosem, choć na co dzień nie pali. - Słuchaj, będę z tobą codziennie chodzić na fajkę. Ale musisz obiecać, że nie będziesz się wychamiał do pielęgniarek.
- Zgoda! - mówi Krystian i uśmiecha się.
Od tamtej pory nigdy nie zapalił w boksie. A załoga onkologii dziecięcej uważa go za wzorowego pacjenta. Jest maj 2003 roku.
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>
|