|
Jak na ośmiolatkę przystało, zadaje mnóstwo pytań, jest bardzo energiczna i wszędzie jej pełno. Uwielbia piosenki Michała Wiśniewskiego i ma przyjaciela Łatka (świnkę morską). Justynka lubi też naklejki - ma specjalny zeszyt, do którego je wkleja. Sporo tych naklejek to prezenty od lekarzy - bo w szpitalu Justynka bywa bardzo często.
Od urodzenia choruje na agranolucytozę wrodzoną, rzadką chorobę, która objawia się całkowitym brakiem odporności. - Każdy katar i najmniejsze nawet przeziębienie to dla nas sytuacja alarmowa, bo może zagrażać życiu dziecka - mówi Jolanta Chorąża, mama Justynki.
Dziewczynka chodzi do pierwszej klasy i choć z powodu choroby opuszcza wiele zajęć, nie ma problemów w szkole. Z zapałem rysuje szlaczki i pisze. - A w przyszłości chcę pomagać zwierzętom - planuje. Mama po-zwoliła jej mieć świnkę morską, choć niektórzy lekarze odradzali ten pomysł. Świnka nie wywołała alergii, stała się za to przyjacielem dziewczynki. - Chcemy, żeby córka mogła normalnie żyć, a Łatek sprawia Justynce wiele radości - opowiada mama dziewczynki.
Justynka to druga córka państwa Chorąża. Pierwsza - Sylwia, cierpiała na tę samą chorobę co siostra. W wyniku powikłań zachorowała na białaczkę. Zmarła przed ukończeniem trzeciego roku życia. - Robimy wszystko, żeby uratować Justynkę - mówi pani Jolanta.
Żeby to się udało, Justynka musi przez cały czas przyjmować leki. Być może w przyszłości jedynym sposobem ratowania jej życia będzie przeszczep szpiku kostnego. Lek, który dziewczynka przyjmowała przez kilka lat, przestaje działać. Konieczne jest badanie szpiku w zagranicznej klinice, żeby dobrać nowy, bardziej skuteczny specyfik. - Badanie już trwa, teraz czekamy na rachunek. To może kosztować ponad 7 tysięcy złotych - mówi pani Jolanta. - Może dla niektórych nie jest to duża suma, ale nasze możliwości przekracza.
|