| Krystian był tutaj gościem |
|
Krystian był tutaj gościem, niby przejazdem, wciąż zajęty, pochłonięty czymś, w pośpiechu. Z jednej strony zagniewany, zbuntowany, twardy, mówiący nikt mi nie podskoczy; rozrabiał i drażnił, prowokował i sprawiał kłopoty, z drugiej - dobry, uczynny, niezwykle wrażliwy na cudze cierpienie i potrzeby, zaangażowany w to, co robił. Pod maską twardziela miał ciepłe, spragnione miłości serce, w którym czaił się lęk. Krystian bał się, że przegra swoją najważniejszą walkę. Jego wrogiem był guz mózgu - bardzo złośliwy, coraz bardziej agresywny, nie dający najmniejszych szans. Wbrew rokowaniom i statystykom Krystian walczył niezwykle długo. Potrzebował do tego wsparcia ze strony bliskich mu ludzi i wiedzy na temat wroga - żeby wiedzieć z czym walczy i jak ma to robić. Bliskimi była rodzina, inni pacjenci oddziału onkologicznego, personel szpitala, wreszcie - pracownicy Hospicjum. Żeby dotrzeć do Krystiana, rzeczywiście mu pomagać, trzeba było grać w otwarte karty; natychmiast wyczuwał fałsz i zamykał się. Bardzo potrzebował zaufać i móc polegać na otaczających go ludziach. Nie znosił ukrywania prawdy, choćby w dobrych intencjach. Chciał wiedzieć co się z nim dzieje, w każdej fazie leczenia, także wtedy, gdy było bardzo źle (w momencie nawrotu choroby; gdy nastąpiły nieodwracalne zmiany neurologiczne). Potrzebował wiedzieć z czym się zmierzyć, czemu stawić czoła. Znając prawdę, mógł zaufać. Ufając, nie był samotny w tej strasznej chorobie i dzięki temu mógł podzielić się swym strachem, wściekłością i - nadzieją, że ta walka ma jakiś niejasny sens. Wiedział, kiedy złożyć broń; rzekł wówczas: Chcę być pochowany w białym garniturze. Odłożył tarczę i oddał się, pełen ufności, w ręce tych, dzięki którym ostatnie jego dni tutaj, z nami, były dobre i spokojne. Oddał się pod opiekę zespołu Hospicjum, który tego zaufania nie zawiódł. Towarzyszenie Krystianowi było trudne, wymagające skonfrontowania się z własnymi ograniczeniami i lękami. To tak jakby robił do nas oko, mówiąc: To twój problem, zmierz się z nim. Od czterech miesięcy nie ma go z nami, ta ważna lekcja pozostała w nas na zawsze. |
| Wpisany przez Agnieszka Grodzicka |
| piątek, 24 czerwca 2005 22:10 |






