| Mój wolontariat |
|
Rok 2000, była chyba jesień. Przyjaciółka, która chorowała i zmarła na raka piersi opowiedziała mi, że powstała Fundacja, która opiekuje się dziećmi chorymi onkologicznie, a oddział jest w szpitalu dziecięcym przy ul. Spornej. Znała mnie długo i stwierdziła, że powinnam się tą Fundacją zainteresować. Tak też się stało. Znalazłyśmy adres - Fundacja mieściła się na ulicy Anstadta 1 w piwnicy. Pojechałam, weszłam do Fundacji i spotkałam młodą, operatywną dziewczynę - okazało się, że była to Tisa Żawrocka - prezes Fundacji GAJUSZ. Przedstawiłam się i opowiedziałam o sobie. Pracowałam wtedy w szkole jako nauczyciel muzyki w klasach I-III. Zapytałam, czy przydam się do pracy z małymi, chorymi dziećmi. Pani Prezes od razu zadecydowała, że w szpitalu klinicznym na Spornej Pani dr Małgorzata Stolarska poszukuje wolontariuszki, która zaśpiewa dzieciom, pogra na instrumencie, zabawi... Decyzja została podjęta i na drugi dzień pojechałam z mocno bijącym sercem, ponieważ pierwszy raz miałam wejść na oddział onkologii dziecięcej bez przygotowania. Wiedziałam tylko, że trzeba zachować szczególną higienę. Wchodząc na oddział założyłam ochraniacze na buty, umyłam ręce i stanęłam przed salą nr 1 nie znając nikogo. Zapukałam, weszłam i zobaczyłam na łóżkach troje dzieci podłączonych do kroplówek, do pomp infuzyjnych i rodziców siedzących przy łóżkach. Uśmiechnęłam się i przedstawiłam, że jestem Ciocia Jagoda i chciałabym się z nimi pobawić, pośpiewać... I tak zaczął się wolontariat w szpitalu klinicznym na oddziale onkologii dziecięcej, który trwa do dzisiaj. |
| Wpisany przez Jadwiga Jeziorowska - Motała |
| czwartek, 06 sierpnia 2009 00:00 |








