| Relacja Wolontariuszek z Miasta Miłosierdzia |
W niedzielny poranek kiedy Słońce przecierało dopiero oczy tuż po przebudzenie, a mieszkańcy miasta jeszcze smacznie spali, grupka dzielnych Wolontariuszek znanych również jako Ranne Ptaszki (O nie, nie, nie te ptaszki to wcale nie były sójki) – szykowała się na wyprawę.
Spakowały walizki, wsiadły do samochodu i już kolorowy pojazd, z wielkim sercem na boku, mknął przez wsie i miasteczka. I tak oto, koło godziny 8 nasze podróżniczki dotarły do miasta, z którym „podobnież i miasto Paryż równać się nie ma prawa”. A tam – na Krakowskich Przedmieściach – czekał już na nie domek, który musiały umeblować i ozdobić tak żeby inni podróżnicy chcieli go odwiedzać. Na początku nieco leniwa, zaspana jeszcze okolica z godziny na godzinę zaczęła zamieniać się w tętniące życiem miasteczko – „Miasto miłosierdzia”. Wszystkie fundacje i organizacje pozarządowe z całej Polski, chciały pokazać się mieszkańcom Warszawy z jak najlepszej strony. Każda z nich przygotowała wiele niespodzianek dla małych i dużych. Malowanie twarzy dzieciom, nauka gry na bębnach czy wystawa pt. „Bohaterowie codzienności” to tylko niektóre z atrakcji jakie czekały na wszystkich przybywających do miasta. Pośrodku miasta, tuż obok domku pracowitych pszczółek, stał mały zapraszający kolorowymi obrazkami oraz uśmiechniętymi twarzami wolontariuszek, domek - Dom „Gajusza”. Jego mieszkańcy wręczali przybyłym gościom „Wiosnę Gajusza” opowiadając przy tym o działaniach fundacji, domowym hospicjum i oczywiście o naszych Dzieciach. Zaciekawieni Fundacją mieszkańcy stolicy pytali jak mogą pomóc naszym Dzieciakom. Nie szczędzili przy tym ciepłych słów na temat Naszej działalności. I tak mijały godzina za godziną. Pod koniec dnia, gdy Słonko zmęczyło się już swoją pracą, przyszedł deszcz, który oznajmił wszystkim koniec dnia zabawy. Wtedy nasze dzielne Wolontariuszki posprzątały cały domek, wsiadły do samochodu i pomknęły kolorowym pojazdem do krainy, która mimo iż Łodzią się nazywa to wcale nie pływa.
Justyna Janik
|
| poniedziałek, 21 czerwca 2010 14:00 |







W niedzielny poranek kiedy Słońce przecierało dopiero oczy tuż po przebudzenie, a mieszkańcy miasta jeszcze smacznie spali, grupka dzielnych Wolontariuszek znanych również jako Ranne Ptaszki (O nie, nie, nie te ptaszki to wcale nie były sójki) – szykowała się na wyprawę.

