| Relacja ze szkolenia w Grotnikach |
|
W miniony weekend – 25 – 26 października 2008 – odbył się wyjazd szkoleniowy wolontariuszy Fundacji GAJUSZ. Ponownie wylądowaliśmy w Grotnikach, tym razem jednak w Ośrodku Boruta. Na miejsce zajechaliśmy koło godziny 10. Śniadanie, szybki rekonesans i byliśmy gotowi na rozpoczęcie szkolenia. Nie bacząc na wszechobecny chłód, zamknęliśmy się w stołówce, by przy zapachu zbliżającego się obiadu wziąć udział w warsztatach o asertywności. Prowadzące szybko obaliły siedzące w naszych głowach stereotypy dotyczące tematu. Przy pomocy zrobionych przez nas rysunków uzmysłowiły nam, jak z postawy uległej i agresywnej uczynić postawę asertywną. Później szybki test i po chwili każdy wiedział, w jakich aspektach swojego zachowania powinien popracować nad swoja asertywnością. 14 – Obiad! Przemiła obsługa, ale dokładki tylko od koleżanek na diecie. Później mała sjesta i kolejna część warsztatów, tym razem z Beatą. Parafraza, klaryfikacja, odzwierciedlenie… I jeszcze test na czytanie poleceń. W ciekawy sposób poszerzyła wiele wątków z wcześniejszego warsztatu i dodała oczywiście kilka nowych. A potem co? Kolacja! A przy niej bardziej lub mniej udane próby asertywnego zachowania, oczywiście… Około godziny 20 poszukiwanie (i na szczęście odnalezienie) zaginionego ogniska. Szybka konsumpcja grillowanych kiełbasek i zaczęły się śpiewy. Dwóch chłopców z gitarą, koncert życzeń i już po chwili każdy był gotowy, by odśpiewać Sto lat obchodzącemu akurat urodziny Mariuszowi. Następnie integrujące gry i zabawy. (Kto był, ten wie; kto nie był – niech przyjedzie za rok!). Później krótka cisza nocna i …. Śniadanie! Po śniadaniu spotkanie przy kawie z Marzeną i Beatą. Poruszony został trudny temat stresu, który jest nieunikniony w przypadku wolontariatu w hospicjum czy też na oddziale onkologicznym. W czasie wolnym udaliśmy się na spacer. Pogoda dopisała, więc mogliśmy trochę pobłądzić po grotnikowskim lesie. Po obiedzie przyjechała do nas Sylwia z City Bum Bum. Wszyscy świetnie się bawiliśmy ucząc się gry na bębnach djembe. Duma z opanowania 3 różnych rytmów sprawiła, że zapomnieliśmy o obolałych dłoniach! Niestety… Wszystko co dobre szybko się kończy. Około godziny 17 zapakowaliśmy się do autokaru i wyruszyliśmy w stronę Łodzi… |
| Wpisany przez Katarzyna Krawczyk |
| wtorek, 28 października 2008 00:00 |








