|
Po 862 dniach pobytu nieuleczalnie chory Patryk wyjdzie dzisiaj ze szpitala.
Patryk Kowalski ma 2,5 roku. Od urodzenia leży na oddziale chirurgii i onkologii dziecięcej szpitala przy ul. Spornej w Łodzi. Choruje na epidermolysis bullosa, wrodzone pęcherzowe oddzielanie się naskórka. Choroba ta jest nieuleczalna.
Wojciech Kuzański, lekarz, który leczy Patryka: - Każde dotknięcie niesie ból, na skórze powstaje pęcherz, jak po oparzeniu. Nie przekłuty rozlewa się w olbrzymie bąble. Otwarty grozi zakażeniem, które może okazać się śmiertelne. Aby chory żył, wymaga specjalnej pielęgnacji. Chłopiec jest cały zabandażowany. Dwa razy w tygodniu pod narkozą ma zmieniane opatrunki.
Rodzice Patryka mieszkają we wsi koło Piątku. Dwa razy w tygodniu odwiedzają chłopca w szpitalu. Bardzo chcieli zabrać chłopca do domu, ale tam trzeba było zrobić izolatkę, którą da się łatwo utrzymywać w czystości. Kowalscy nie mieli na to pieniędzy. Rodzinie pomogła Tisa Żawrocka z fundacji Gajusz. Kiedy w kwietniu gazeta napisała o Patryku po raz pierwszy, na konto Patryka wpłynęły pieniądze. Od tamtej pory dzięki dobrej woli łodzian fundacja Gajusz kupiła mieszkanie i przekazała rodzinie. W pokoju Patryka znalazły się plastikowe okna, wykładzina antybakteryjna, glazura i armatura łazienkowa.
- Pani Tisa poruszyła niebo i ziemię - mówi mama Patryka. - Nawet jak się popaliły przewody elektryczne w ścianach, to załatwiła w elektrowni, że naprawili nam za darmo.
- Stan Patryka jest wyrównany - mówi docent Ewa Andrzejewska. - Może opuścić szpital.
|