|
Czwartkowe Spotkania na słodko wpisały się na stałe do kalendarza gajuszowych wolontariuszy. Tym razem - w przyjaznej, akceptującej atmosferze staraliśmy się rozbroić sytuacje uznawane za trudne w pracy wolontaryjnej. Służyło temu odgrywanie realistycznie zaaranżowanych scenek. Nasze wolontariuszki - Małgosia i Magda postanowiły podzielić się wrażeniami ze spotkania na łamach bloga.
Oczami Małgosi:
Dzisiejsze spotkanie było bardzo ciekawe, gdyż w odróżnieniu od poprzednich, odbyło się w formie warsztatów, co zaktywizowało wszystkich przybyłych gości. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Pierwsza przedstawiała scenę z życia w hospicjum, gdzie przychodził wolontariusz do pacjentek. Jedna 12 latka z mamą była bardzo zaciekawiona obecnością nowoprzybyłego, druga 16 latka w sile wieku wykazała agresje i niechęć do jakiegokolwiek kontaktu. Druga grupa przedstawiała problem w domu rodzinnym, gdzie wolontariusz musiał przyjść do domu, gdzie poznał sytuacje panującą w rodzinie. Ojciec wykazywał troskę o dziecko, a mama przemęczona życiem , nie skupiała się na dziecku, tylko nękała wszystkich opowieściami o swojej ciężkiej sytuacji, braku zrozumienia. Trzeba przyznać, że Iuliana świetnie odegrała swoją rolę surowej pani domu.
W kolejnej części spotkania prezentowane były scenki traktujące o podejściu do hospicyjnych dzieci w różnym wieku. Trzeba przyznać, że niektóre scenki i dialogi nie raz wywołały zaniemówienie wolontariuszy. Niekiedy nie wiadomo co powiedzieć, gdy poruszane są tak trudne zagadnienia jak choroba, lęk, śmierć itp. Istotną rolę w kontakcie odgrywa zarówno wiek dziecka, jak i jego indywidualne cechy oraz predyspozycje. Warto zwrócić uwagę, że mówiąc do dziecka dobrze jest zniżyć się do jego poziomu, aby mieć wzrok na tym samym poziomie. U małych dzieci bardzo istotny jest kontakt fizyczny, chociażby w postaci głaskania, siedzenia na kolanach. Warto wypytywać się rodziców o preferencje podopiecznego, by w sposób przyjemny zorganizować mu czas.
Na spotkaniu poruszono także problem umierania dziecka w domu. Trzeba wiedzieć, że wartością najważniejszą nie są wybitne słowa, poetyckie treści ani dawanie złudnej, bezpodstawnej nadziei. Często wystarcza sama obecność innej osoby, świadomość, że ktoś przyszedł nas wysłuchać i solidaryzuje się w naszym cierpieniu.
Spotkanie, jak i te scenki, nie powiem, wymagały od wszystkich dużego zaangażowania i po prostu czasem było trudno. Jednakże poruszono tak wiele istotnych kwestii, praktycznych sytuacji spotykanych w codziennej pracy wolontariusza.. więc kto nie był niech strasznie żałuje.
Należy wspomnieć także o wyśmienitym cieście marchewkowym upieczonym przez jedną z wolontariuszek.
Małgorzata Weremczuk
Oczami Magdy:
Czwartkowe spotkanie obfite w słodkie łakocie (chyba każdy się ze mną zgodzi, że ciasto marchewkowe zrobiło furorę) dostarczyło wielu nowych, ciekawych, pozytywnych emocji... Nie obyło się na wstępie bez pogaduszek, żartów, wzajemnych wrażeń na temat wolontariatu. Iuliana przeprowadziła z nami szkolenie. Za sprawą scenek przeniosła nas w realny świat komunikacji na polu wolontariusz - dziecko, wolontariusz - rodzic. Było niezwykle miło, pouczająco, motywująco, integrująco ale i odrobinkę stresująco. Myślę, że każdy z Nas wyszedł bogatszy o nowe doświadczenie, wiedzę - osobiście wiele mnie to spotkanie nauczyło - dodało odwagi... A kilka dni później... odwiedziny dzieci na oddziale - były CU-DO-WNE - czyżby to za sprawą czwartkowego spotkania? Na pewno...
Magdalena Hilińska
|